Gwiazdor kontra Mikołaj

Gwiazdor w Poznaniu
Share on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook
Martyna Kaczmarek

Martyna Kaczmarek

Poszukiwaczka miejsc nieodkrytych at City Event Poznań
Wielkopolanka z urodzenia, przewodnik i archiwistka, lubi miejsca, gdzie historię można dotknąć, a nawet powąchać. Uzależniona od kurzu archiwów i karczem, które to były domeną pradziadów.
Martyna Kaczmarek

Latest posts by Martyna Kaczmarek (see all)

Gwiazdor kontra Mikołaj

Czyli dlaczego w Pyrlandii jest inaczej niż wszędzie indziej

 

Nie ma dziecka w Poznaniu czy Wielkopolsce, które nie wiedziałoby, kogo wypatrywać w Wigilię Bożego Narodzenia. Ba! Nie ma dorosłego, któremu na dźwięk słowa Gwiazdor, nie pojawiałyby się dreszcze na ciele, ale i nostalgiczny uśmiech na twarzy. Bo Gwiazdor u nas, czyli w Pyrlandii, to nie to samo, co Święty Mikołaj w innych częściach Polski, a tym bardziej nie Mikołaj z reklam Coca-Coli, uśmiechający się dobrotliwie zza czerwonej ciężarówki. Gwiazdor u nas to coś o wiele więcej…

 

Gwiazdor w Poznaniu

Gwiazdory najczęściej budziły respekt wśród dzieci, zwłaszcza tych, które miały na sumieniu pomniejsze grzeszki. Te mniej bojaźliwe, wdrapywały się Gwiazdorom na kolana, wierząc w ich nadprzyrodzoną moc i umiejętność wyczarowywania prezentów na zawołanie. (fot. ze zbiorów fb Dom Spotkań z Historią)

 

Na początek gwoli wyjaśnienia…

Gwiazdor nie tylko przychodzi do Wielkopolan, ale również do mieszkańców Ziemi Lubuskiej, Kujaw, Warmii, Kaszub i Kociewia – a więc tych części Polski, które dawniej znajdowały się pod zaborem pruskim. Nie oznacza to jednak, że postać konkurenta Świętego Mikołaja została zapożyczona od naszych zachodnich sąsiadów i skutecznie zepchnęła nieszczęsnego Mikołaja na wschodnie rubieże kraju. Owszem, tradycja rozdawania przez Gwiazdora prezentów pochodzi z Niemiec i została rozprzestrzeniona wśród mieszczan i ziemiaństwa w XIX wieku, ale na tym kończą się nasze gwiazdorowe związki z zachodnimi sąsiadami. Portret psychologiczny Gwiazdora jest o wiele bardziej złożony, a jego pochodzenie starsze, niż co poniektórzy sceptycy gwiazdorowych tradycji mogliby przypuszczać.

Gwiazdor w Poznaniu

Gwiazdor rozdaje prezenty przy ul. Mielżyńskiego w Poznaniu (nieopodal Okrąglaka) w tzw. „Złotą niedzielę” 22.12.1975r. W ubiorze bardziej skomercjalizowanym nie budzi już takiego przerażenia, jak pierwotnie.

 

Starszy niż Święty Mikołaj

Gwiazdor wywodzi się z czasów pogańskich, kiedy to Słowianie w ostatnim tygodniu grudnia świętowali okres zimowego przesilenia, czyli Święto Godowe lub Szczodre Gody. Uważano, że w czasie grudniowych ciemności dwa światy łączą się ze sobą i przodkowie, którzy mają się nami opiekować, schodzą na ziemię. Wtedy właśnie, jak pisze Czesław Witkowski w „Polskich obrzędach i zwyczajach ludowych”, narodził się zwyczaj kolędowania, czyli odwiedzania domów przez rozmaite postaci. Jedną z nich miała być ubrana w baranicę i futrzaną czapę osoba, której twarz przysłaniała warstwa sadzy, a w ręku trzymała na drzewcu gwiazdę. Wykreowana w tradycji ludowej postać Gwiazdora przybywa z innego świata, ma więc prawo oceniać ludzi. Z czasem dopiero nadano Gwiazdorom chrześcijańskie prawo do nagradzania i karania. Święty Mikołaj, choć to postać historyczna, żyjąca na przełomie III i IV wieku w Mirze, nie ma tak długiej tradycji, jak jego konkurent Gwiazdor. Różni ich zresztą nie tylko nazwa i pochodzenie, ale i wygląd.

Święty Mikołaj jest czczony w Poznańskiem 6 grudnia, ustępując później pola „Gwiazdce”, jak często nazywa się postać odwiedzającą domy w Wigilię. Gwiazdka czy też Gwiazdor, jak twierdzi Oskar Kolberg, to nazwy kojarzone z Wigiliorzami lub Wigliarzami – przebranymi chłopcami, którzy tuż przed Bożym Narodzeniem chodzili po domach i śpiewali kolędy. Wśród nich zawsze znajdowała się postać ubrana w wywinięty na drugą stronę kożuch, czapkę i trzymająca rózgę, a więc „wysłannik gwiazd”. Obok niego zaś szli chłopcy przebrani za gwiazdy. „Gwiaździste” pochodzenie Gwiazdora dawało mu prawo do nagradzania lub karania, a każdy z odwiedzanych przez taką grupę z pokorą przyjmował ten niekiedy smutny stan rzeczy.

 

Święty Mikołaj w Krajowym Zakładzie dla Głuchoniemych w Poznaniu

Święty Mikołaj w Krajowym Zakładzie dla Głuchoniemych w Poznaniu w latach 30 ubiegłego wieku. Mikołajki. Jego ubiór różni się od tego, jaki znają współczesne dzieci. Nie ma tu czapki z pomponem, jednobarwnego kubraka obszytego futerkiem i dobrotliwego uśmiechu rodem ze Stanów Zjednoczonych. Jest zaś strój biskupi, mitra na głowie i pastorał w ręku. Tak przed wojną ubierał się prawdziwy Święty Mikołaj.

 

Prezent albo rózga

Rolą Gwiazdora nigdy nie było wyłącznie obdarowywanie dzieci prezentami czy głaskanie ich po głowach i branie na kolana. Wiedział o tym każdy, kto choć raz przeżył wizytę takiego gościa w domu. Sama do dziś pamiętam to niecierpliwe wyczekiwanie odgłosu dzwonka przed domem, a jednocześnie strach, czy w tym roku też okażę się godna prezentów. Zresztą nie raz przychodziło mi siedzieć pod fotelem ze strachu przed Gwiazdorem i żadna siła nie była w stanie mnie stamtąd wyciągnąć, mimo że przecież należałam raczej do grzecznych dzieci i nie musiałam aż tak obawiać się rózgi.

Gwiazdor

Na wizytę Gwiazdora każde dziecko skrupulatnie się przygotowywało. Ucieczka nie wchodziła w grę, płacze i rzewne zapewnienia o poprawie również. Stawienie czoła Gwiazdorowi to był pierwszy egzamin odpowiedzialności za to, co się zrobiło bądź czego się nie zrobiło w ciągu roku (fot. http://whyart.pl/fotografia-2/).

 

Nic za darmo

Gwiazdor nie dawał nic za darmo. Trzeba było najpierw wyrecytować pacierz, pokazać zeszyt od religii, pozytywnie przejść odpytanie rodziców o sprawowanie w ciągu roku. Od tego wszystkiego zależało czy dostanie się prezent czy też tzw. rózgę. I rózga wcale nie była przedmiotem, noszonym przez Gwiazdora na pokaz, co zupełnie nie wpisuje się w dzisiejszy kanon bezstresowego wychowania dzieci. Cała ta otoczka sprawiała, że wizyta Gwiazdora była czymś, co się przeżywało – głęboko i za każdym razem tak samo mocno. Wśród dzieci nie było przekonania, że prezenty dostaje się bezwarunkowo, że jest ktoś, kto sprawdzi bilans całorocznego zachowania w domu i szkole, i że istnieje realne prawdopodobieństwo poniesienia kary za swoje grzeszki.

 

Współcześnie

Tradycja pojawiania się w Wigilię Bożego Narodzenia Gwiazdorów w wielu domach została wyparta przez mikołajowe szaleństwo. Na szczęście sporo rodzin nie pozwala zapomnieć o postaci w kożuchu z rózgą w jednej ręce i workiem prezentów w drugiej. W latach 70 i 80 na wioskach Gwiazdorzy byli niecierpliwie wypatrywani przez okna i stanowili niezbędny element świąt. Co ciekawe – przychodzili nie tylko do dzieci, ale również i dorosłych. Sama pamiętam opowieści mojego Ojca, który odgrywając rolę Gwiazdora pomagał ojcu pewnej nastolatki wyważyć drzwi do łazienki, w której zamknęła się uciekająca przed rózgą dziewczyna. Wszystkim tym historiom towarzyszy mnóstwo śmiechu, a opowiadane są z niesamowitym rozrzewnieniem. Nie pozwólmy więc rubasznym amerykańskim mikołajom zająć miejsc Gwiazdorów! W przeciwnym wypadku 24 grudnia zjawią się u was bez prezentów, za to z rózgą!

Kolędnicy z Gwiazdorem na czele

Kolędnicy z Gwiazdorem na czele. Ten na zdjęciu co prawda nie ma na sobie kożucha przepasanego rzemieniem czy futrzanej czapy, zrezygnował również z tradycyjnej maski na twarzy czy chociażby sadzy. Nieodłączne atrybuty – dzwonek, kij lub rózga, a także worek z prezentami z pewnością gdzieś dzierży za pazuchą. (fot. http://firtelbydgoski.blogspot.com/).

Podobał Ci się ten wpis? Pozostańmy w kontakcie!


«

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *