Powstanie Wielkopolskie – Tak się robi zwycięstwo!

Przepis na zwycięskie powstanie
Share on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook
Piotr Oźmina

Piotr Oźmina

Podróżnik po historii Polski at City Event Poznań
Urodziłem się zdecydowanie za późno, więc chętnie poszukuję możliwości przeniesienia się do moich czasów - głównie paradując w strojach jako przewodnik.
Piotr Oźmina

Powstanie Wielkopolskie

– tak się robi zwycięstwo!

Przeczytaj przepis na zwycięskie powstanie autorstwa Wielkopolan

Dzisiaj w sieci znajdujemy mnóstwo poradników, które mają rozwiązać wszystkie problemy naszego świata. Nie znalazłem jednak żadnego poradnika uczącego, jak przeprowadzić zwycięskie powstanie. Pokusiłem się zatem o napisanie takowego, czerpiąc z wiedzy praktyków – zwycięzców Powstania Wielkopolskiego. Dla poczucia realizmu napisałem go (może trochę nonszalancko), używając osoby pierwszej, a więc piszę ,,my”, ,,nam” – jak gdyby uczestnik powstania rzeczywiście coś takiego napisał. Ale ważne jest meritum – koniecznie przeczytaj, jeżeli chcesz się rzucać z motyką na słońce. I nie zapomnij wysłać poradnika do Warszawy:)
Inspiracje do napisania tego poradnika zaczerpnąłem z książki dr. Marka Rezlera – Powstanie Wielkopolskie. Polecam!

 

1.  Czekaj, aż wróg będzie słaby.

Zapomnij o zwycięskim powstaniu, gdy masz silniejszego wroga. Wydaje się to banalne, ale jakże często rodacy o tym zapominali. Nam, Wielkopolanom, aż dwukrotnie udało się wyczuć taki moment i z sukcesem przeprowadzić powstania. Pierwszy raz w 1806 roku, gdy Napoleon rozgromił armię pruską w bitwie pod Jeną i Auerstedt. Wtedy w dwa tygodnie nasi pradziadowie oczyścili Wielkopolskę z zaborcy, który oszołomiony skalą porażki nie był w stanie skutecznie ich powstrzymać. W 1918 roku historia się powtórzyła. Niemcy przegrali IWŚ, stracili ponad 7 mln żołnierzy, Cesarz abdykował, a w armii niskie morale doprowadziło do wybuchu rewolucji. Nie dziw zatem, że przeciętny soldat stacjonujący w Poznaniu miał po dziurki w nosie wojaczki i przestawał słuchać swoich dowódców. A jeżeli nawet ochota do wojny im nie spadła, było to już wojsko słabe w liczbie i jakości.

W takich okolicznościach nasza skuteczność przeszła najśmielsze oczekiwania. Dla przykładu, wszystkie forty w Poznaniu zostały zdobyte bez walki. Nawet potężna Cytadela, obsadzona 900 Niemcami, poddana została bez jednego wystrzału. Fort Grolman na Wildzie zajęli …skauci. Najzwyczajniej wkroczyli do niego i zażądali jego opuszczenia, co Niemcy potulnie uczynili. A w Rogoźnie udało się zdemobilizować całą baterię artylerii! Rozumiecie – nie zdobyć walką, tylko zdemobilizować, czyli zabrać Niemcom armaty, bez wystrzału. To tylko kilka przykładów, jak wykorzystaliśmy słabość i niechęć do walki u wroga.

Powtórzę zatem pierwszą zasadę zwycięskiego powstania – czekaj, aż wróg będzie słaby.

 

2. Zinfiltruj wroga.

Zarówno w 1806 jak i 1918 roku doskonale wiedzieliśmy, z kim walczymy. W czasie IWŚ 0,5 mln Polaków przeszło przez armię niemiecką, więc znaliśmy ich od podszewki. Znaliśmy uzbrojenie, systemy dowodzenia, komendy i samych dowódców. Ale co najważniejsze, w listopadzie i grudniu 1918 r., w poznańskich koszarach armii niemieckiej wciąż stacjonowało wielu Polaków i to nie na byle jakich stanowiskach. Oni wszyscy oddali nam nieocenioną przysługę, wszczynając wśród Niemców rewolucyjną agitację, przez co ci nie raz poddawali się bez walki. W Czarnkowie na przykład Niemców ubezwłasnowolniono, bo rozkaz do odebrania broni wydała Rada Robotnicza i Żołnierska, która miała być parytetowa (tzn. złożona z Polaków i Niemców po równo). Ale że została podstępem opanowana przez naszych, poszedł rozkaz rozbrojenia Niemców. A Niemcy jak to Niemcy, poddali się rozkazowi uznawanej przez nich samych władzy.

O Cytadeli już pisałem, przy czym diabeł tkwi w szczegółach. Zdobyliśmy ją dzięki nieocenionej pomocy Stanisława Jóźwiaka, radiotelegrafisty, którego jeszcze przed Powstaniem zwerbowała polska konspiracja. Aż wierzyć się nie chce, że Niemcy powierzyli mu służbę przy najsilniejszej w mieście wojskowej radiostacji na Cytadeli. Po wybuchu powstania Jóźwiak przekonał Niemców, że są w beznadziejnej sytuacji i skłonił ich do rozmów. Uzgodniono, że Cytadela zostanie obsadzona przez Polaków i Niemców po równo, ale już następnego dnia Jóźwiak z 60 naszymi opanowali magazyny uzbrojenia. Niemcy grzecznie opuścili fort, a my zdobyliśmy łączność z całą Europą. Straty: 0 zabitych i rannych, słownie: zero za zdobycie największego fortu w Poznaniu pełnego prochów i karabinów! Oto, co można osiągnąć, mając swoich ludzi wśród żołnierzy wroga!

Powtórzę więc zasadę nr 2 – zinfiltruj wroga, tak głęboko, jak to możliwe.

 

3. Przygotuj władzę polityczną do objęcia rządów.

Wyobraźcie sobie, że z powodzeniem zaczynamy powstanie i usuwamy zaborcę na wszelkich stopniach władzy i administracji, czyli z policji, władz miasta i regionu, zarządów poczty, kolei i tak dalej. Ale nie ma kto objąć tych stanowisk, bo nikt o tym wcześniej nie myślał, każdy chciał się bić. Kto by wtedy wypełnił tę lukę? Zgraja samozwańczych przywódców, dyletantów wszelakiej maści bez wiedzy i zdolności do piastowania danej funkcji. Ludzie ci w krótkim czasie doprowadziliby do załamania łączności, problemów z transportem, z utrzymaniem porządku na ulicach, z zaopatrzeniem wojska. A jeżeli nie byłoby władzy politycznej, to komu wojsko by podlegało? Komu by składało przysięgę wierności? I kto by tę przysięgę egzekwował?

Wniosek jest prosty – przygotuj władzę polityczną i administracyjną do objęcia rządów natychmiast po pierwszych sukcesach. Nasze kadry przygotowywane były już od dziesięcioleci za sprawą tytanów pracy organicznej: doktora Karola Marcinkowskiego, przemysłowca Cegielskiego, gospodarza Chłapowskiego. W duchu ich etosu wyrośli ludzie kompetentni do przejęcia kluczowych stanowisk. Dla przykładu ks. Stanisław Adamski, aktywista gospodarczy i kontynuator dzieła ks. Piotra Wawrzyniaka na polu finansowym, stał się komisarzem Naczelnej Rady Ludowej, czyli odpowiednikiem dzisiejszego premiera. Adam Poszwiński, absolwent „Marynki”, ekonomista i dziennikarz, również komisarz NRL, był doskonałym organizatorem i propagandzistą. Julian Lange, czołowy działacz towarzystwa gimnastycznego Sokół, stał się naczelnym komendantem Straży Ludowej, czyli właściwie policji i obrony terytorialnej w jednym. Wymieniać można by bez końca. Taki „gabinet cieni” złożonych z ludzi kompetentnych natychmiast skutecznie uruchomił cały aparat państwowy, stanowiący zaplecze dla wojska. Nie zapominajcie o tym, wojsko nie może skutecznie się bić bez zaplecza politycznego i odwrotnie.

Powtórzę więc zasadę nr 3 – przygotuj władzę polityczną do objęcia rządów.

 

4. Upewnij się, że społeczeństwo jest gotowe do poświęceń.

W 1846 roku polscy rewolucjoniści wszczęli powstanie w zaborze austriackim, lecz szybko zakończyło się ono niepowodzeniem. Jedną z przyczyn była wrogość chłopów do warstw ziemiańskich, którą zaborca sprytnie wykorzystał i pchnął chłopów do mordowania szlachty, w tym często samych powstańców. Wydarzenie to przeszło do historii jako Rabacja Galicyjska.

Jaki z tego wniosek dla nas? Ano, upewnij się, że całe społeczeństwo jest gotowe do walki zbrojnej i jej wspierania. Nie inaczej było w poznańskiem w 1918 roku, bo my przygotowanie społeczeństwa zaczęliśmy kilka dekad wcześniej. Paradoksalnie, do zjednoczenia dusz i serc Polaków przeciwko zaborcy walnie przyczynił się on sam swoją polityką germanizacyjną, atakującą wszystkich, bez względu na wiek czy warstwę społeczną (patrz przykład Michała Drzymały czy protesty dzieci we Wrześni). Skutki takiej polityki były przeciwne do zamierzonych, bo zamiast rugować ducha polskiego, jeszcze bardziej go wzmagały. My nie byliśmy oczywiście bierni, lecz zakładaliśmy polskie organizacje, broniące polskich interesów i wspierające świadomość narodową. Mieliśmy Związek Spółek Zarobkowych i Gospodarczych, dbający o kredytowanie polskich rolników, Polskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, będące w istocie odpowiednikiem uniwersytetu, był Teatr Polski zbudowany po tym, jak Niemcy zakazali wystawiania polskich sztuk w teatrze miejskim. Nasze społeczeństwo bardzo duży nacisk postawiło na kształcenie młodzieży w duchu niepodległościowym. Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” pod szyldem kultury fizycznej przygotowywało młodzież do służby wojskowej. A fakt, że do wybuchu IWŚ zrzeszało niemalże 12 tys. członków mówi sam za siebie. Dla młodszych mieliśmy skautów zrzeszonych w Towarzystwie Tomasza Zana czy Związek Młodzieży Polskiej. Były nawet ruchy śpiewaczy z odpowiednio dobranym repertuarem, który jak się później dowiedzieliśmy, wzbudził duże zainteresowanie i obawy pruskiej policji.

Skutek był taki, że w 1918 roku wszyscy chcieliśmy być częścią niepodległej Polski, bez względu na to czy ktoś pochodził z klasy ziemiańskiej, chłopskiej czy z inteligencji. Nie było więc mowy o wbijaniu klinów między nas, tak jak zrobili to Austriacy w Galicji w 1846 roku. Doskonale podsumował to gen. Dowbor Muśnicki, drugi dowódca powstania: „Nie zrobiłbym w Wielkopolsce połowy tego, co nazywano doborowym wojskiem, gdyby nie pomoc społeczeństwa”. Jego słowa to świetne podsumowanie zasady nr 4 zwycięskiego powstania.

 

5. Pozyskaj doświadczonych dowódców na każdym szczeblu.

Żołnierze bez dowódców są jak okręt bez steru – dryfują bez planu, bez celu, tam, gdzie prąd ich poniesie. Dlatego nie podejmuj walki bez dowódców na najwyższym szczeblu. Tutaj cię jednak zaskoczę, my nie mieliśmy ustalonego głównego dowódcy w dniu wybuchu powstania i drogo za to zapłaciliśmy.

Kapitan Stanisław Taczak, nasz pierwszy głównodowodzący, stanął na czele powstania tylko i wyłącznie szczęśliwym zrządzeniem losu. Przypadkiem przebywał w Poznaniu 27. grudnia, a że w tamtej chwili był najwyższym rangą wojskowym, zgodził się zostać dowódcą. Dowództwo to jednak miało być tylko tymczasowe, gdyż jako kapitan nie miał kompetencji zarządzać większymi zgrupowaniami niż kompania (czyli ok. 110 żołnierzy!). Zadanie miał niełatwe, gdyż od samego początku powstania brak głównodowodzącego dawał się we znaki. Na przykład nierzadko dane zgrupowanie powstańców po wykonaniu zadania rozchodziło się do domów w przekonaniu, że udział w walkach jest dobrowolny. Pojawiały się dziesiątki samozwańczych dowódców mniejszych lub większych oddziałów, lepszych lub gorszych. Dowódcy ci nie mieli żadnych narzędzi egzekwowania swych rozkazów, jak choćby sądów polowych czy żandarmerii, więc odział taki mógł się sam rozwiązać w każdej chwili.

O ile w pierwszych dniach powstania szybkie, spontaniczne akcje dawały nam przewagę, efekt zaskoczenia z dnia na dzień słabł, co Niemcy bezlitośnie wykorzystywali. Nieraz na przykład zajmowali miejscowość czy posterunek zdobyty dzień wcześniej przez powstańców, bo ci nie wystawili żadnych straży tylnych. W oddziałach powstańczych dochodziło do tak elementarnych błędów, jak brak ustalonego systemu przejmowania komendy, co miało zgubne skutki w przypadku śmierci danego dowódcy. Notorycznym błędem z naszej strony był brak koordynacji oddziałów podczas akcji.

Wszystkie powyższe problemy są typowe dla wojska sformowanego spontanicznie, bez odgórnych planów. W sprzyjających okolicznościach wojsko takie nadrobi efektem zaskoczenia, ale prędzej czy później zacznie przegrywać z regularną armią przeciwnika. Dlatego, jeżeli chcesz zwiększyć szanse na zwycięskie powstanie, jak najszybciej zadbaj o dowódców, szczególnie sztabowych, którzy zamienią powstańczą bojówkę w karną, regularną armię. Nam udało się to w samą porę.

Podsumuję więc ostatnią zasadę zwycięskiego powstania – zadbaj o dowódców na najwyższych szczeblu.

 

Podobało Ci się? Pozostańmy w kontakcie!


«

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *