Kulinarne kreacje Poznania

Share on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook
Martyna Kaczmarek

Martyna Kaczmarek

Poszukiwaczka miejsc nieodkrytych at City Event Poznań
Wielkopolanka z urodzenia, przewodnik i archiwistka, lubi miejsca, gdzie historię można dotknąć, a nawet powąchać. Uzależniona od kurzu archiwów i karczem, które to były domeną pradziadów.
Martyna Kaczmarek

Latest posts by Martyna Kaczmarek (see all)

Kulinarne kreacje Poznania

Czyli najciekawsze pozycje z menu poznańskich lokali gastronomicznych naszym okiem

Nietypowo podane, ciekawie wyglądające, zawierające niestandardowe dodatki i przede wszystkim przepyszne – tak można w skrócie opisać dania i napoje, które prezentujemy poniżej. Wśród nich znajdziecie buraczane kopytka, czyli nasze wielkopolskie „szagówki”, rozgrzewające risotto z dyni, czerwone smoothie śniadaniowe, tradycyjną szarlotkę, jak u mamy czy czarny makaron. Do wszystkich miejsc zaszliśmy osobiście, wszystkiego spróbowaliśmy i z czystym sumieniem polecamy!

 

1. Kaczka pieczona w sosie wiśniowym w korzennych aromatach – Modra Autorska Kuchnia Ludowa, Mickiewicza 18/2.

Kaczburger Modra Poznań

Pieczonej kaczki z pyzami i modrą kapustą nie trzeba przedstawiać żadnemu poznaniakowi. Danie tak oczywiste, że trudno oczekiwać zaskoczeń. Tymczasem MODRA Autorska Kuchnia Ludowa poradziła sobie z tym klasykiem koncertowo. Nie dość, że podanie mocno odbiega od standardu, bo pyzę potraktowano jak burgera i nafaszerowano kaczką, to jeszcze w smaku dania przebijają się delikatne nuty wiśniowe i korzenne. Korzenne dodatki, modra kapusta i poznańska pyza, czyli klucha na lumpie, to połączenie smaków wielkopolskich i kaszubskich, jak podkreślają właściciele lokalu. Zresztą kuchnia z Kresów ma swe stałe miejsce w menu Modrej – oprócz przepysznej kaczki zjecie tam też kulebiaki z rozmaitym farszem. Polecamy, bo smakują naprawdę wyśmienicie!

 

2. Czerwone smoothie śniadaniowe – Ptasie Radio, Kościuszki 74/3.

Czerwone Smoothie Ptasie Radio Poznań

Smoothie i muesli w jednym zwróciło moją uwagę od razu po otwarciu karty menu. Ptasie Radio serwuje dwie wersje śniadaniowe tej ambrozji – jedną na zielono (na soku jabłkowym z bananem, szpinakiem, gruszką, spiruliną oraz płatkami), drugą na czerwono – z sokiem truskawkowym, bananem, truskawkami, malinami, jagodami acai, muesli, nasionami chia i goi. Prawdziwa bomba witaminowa i to w ilości zastraszającej! Naprawdę miałam spore problemy, żeby zjeść całą miskę, a smakowało świetnie! Czerwone smoothie to dobra opcja dla tych, którym zależy na zdrowym sycącym śniadaniu, naprawdę polecam. Po oddaniu pustego naczynia zapowiedziałam, że będą mnie teraz mieć na głowie codziennie, bo chyba się uzależniłam 🙂

 

3. Sałata kanadyjska – Weranda Caffe, Świętosławska 10

Sałata Kanadyjska Weranda Caffe Poznań

Sałaty z samej nazwy wielu osobom kojarzą się z czymś, czym najeść się nie sposób – są zazwyczaj zbyt zdrowe, zbyt zielone, zbyt zwyczajne. Po wizycie w Weranda Cafe każdy zmieni zdanie na temat tej pozycji w menu, ręczę głową! Spróbowałam tam Sałaty kanadyjskiej z grillowanymi plastrami bekonu, suszonymi oliwkami, ogórkiem, serem roquefort, roszponką, rukolą, pestkami słonecznika oraz miodem i z każdym kęsem byłam coraz bardziej zachwycona. Werandowe sałaty to gigantyczne porcje świeżych warzyw z rozmaitymi dodatkami, misternie ułożone w zielonych liściach sałaty, podawane z pieczywem i robionym na miejscu sosem vinaigrette. Wrażenia smakowe, jak i wizualne jedyne w swoim rodzaju. Jadłam, patrzyłam na niebanalny wystrój lokalu i byłam pod wrażeniem jego uroku. Polecam to miejsce wszystkim, którzy marzą o chwili wytchnienia w klimatycznym miejscu.

 

4. Budyń piwny ze smakowego piwa Fortuna – Restauracja Pastela, 23 lutego 40.

Budyń Piwny Restauracja Pastela Poznań

„Przy tym wyjdą im gały ze zdziwienia” – dokładnie to pomyślałam, kiedy zdecydowałam się włączyć budyń piwny w kolejną  wycieczkę kulinarną Biesiada po Poznańsku. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Później dowiedziałam się, że właściciele lokalu Marcin i Joanna wymyślili ten deser, aby zadziwić niemiecką publiczność na kolejnych z rzędu targach kulinarnych. Przepis na budyń piwny jest bardzo prosty tylko z pozoru. Wlewasz jedno z piw smakowych Fortuny, podgrzewasz, kolejno dodajesz jajka, mąkę i miód do osłodzenia. Mieszasz i po chwili piwo osiąga konsystencję budyniu. Jeszcze do tego dochodzi dekoracja konfiturą w odpowiednim smaku i gotowe do podania. Teoretycznie proste, ale budyń nie zawsze wychodzi nawet samemu maestro Marcinowi. A smak? Zdecydowanie czuć piwo, ale oczywiście nie alkohol, bo ten zdążył odparować, ale gorzkawy posmak słodu jęczmiennego. Próbowałam trzech smaków: wiśniowego, mirabelkowego i śliwkowego i z tych trzech urzekła mnie wiśnia ze swym nieco tajemniczym, lekko pestkowym posmakiem. Budyń mirabelkowy jest przenikliwie kwaśny, tak kwaśny, że nawet miód nie jest w stanie tej kwasoty przyćmić. Śliwka natomiast to słodycz, ciężka, długo pozostająca w ustach. Podsumowując, budynie piwne Pasteli to fenomenalna ciekawostka, kto wie, czy nie jedyna tego rodzaju w całej Polsce.

 

5. Szyjki rakowe – Firlejka, Plac Kolegiacki 14/15

Szyjki rakowe Firlejka Poznań

Dawniej raki uchodziły za polski rarytas porównywalny z krewetką w kulturze śródziemnomorskiej. Firlejka postanowiła wskrzesić to nieco zapomniane danie i serwuje szyjki rakowe w sosie winno-śmietanowym z własnym pieczywem. Przy czym szyjki to myląca nazwa, bo chodzi tu o odwłok raka, w którym znajduje się najwięcej mięsa. W smaku przypominają krewetki, ale są delikatniejsze, mniej rybne, również w zapachu. Można powiedzieć, że ich smak jest mało uchwytny – nie raz miałam wątpliwości czy gryzę raka czy jakieś warzywo. W konsystencji przypominają pierś z kurczaka, ale są bardziej „gumowate” i soczyste. Raki w takiej formie to oczywiście przystawka, bo ciężko się tym najeść. Na pewno jedzenie raków to ekscytujące doświadczenie smakowe, a ich „rarytasowość” to doświadczenie jeszcze bardziej wzmaga. A na koniec ciekawostka. Świeże raki poznacie po tym, że ich odwłoki są zwinięte niczym ślimak. Jeżeli odwłok jest wyprostowany, podchodźcie z ostrożnością.

 

6. Buraczane kopytka z kurczakiem w tymianku w sosie miodowo-musztardowym – Zdolni, Piekary 24

Buraczane kopytka Zdolni Poznań

Od dzieciństwa podchodzę sceptycznie do wszystkiego, co ma buraka w nazwie, choć dla zdrowia jestem w stanie wypić nawet pół litra buraczanego soku, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Na mój talerz wypełniony po brzegi kurczakiem w tymianku, całą furą świeżej zieleniny oraz buraczanymi kopytkami, zawierającymi – jakżeby inaczej – sok z buraka, patrzyłam więcej niż zastanawiająco. Pierwszy kęs okazał się jednak zaskoczeniem – dooobre! Zarówno smakowo, jak i wizualnie – szóstka z plusem, zarzutów – brak, Zdolni są naprawdę zdolni! Porcja jak dla dwóch osób, naprawdę próbowałam zjeść wszystko do ostatniego buraczanego kopytka, ale niestety, skończyło się na zapakowaniu reszty do pudełka. Polecam na wielkiego głoda i wielkiego smaka! Zdolne bestie z tych Zdolnych.

 

7. Placek po węgiersku z grzybami – Zdolni, Piekary 24

Placek po Węgiersku Zdolni Poznań

W Zdolnych zanim cokolwiek zamówisz z menu, musisz się upewnić, co jest dla Ciebie ważne – masa czy też rzeźba. Sportowy duch miejsca zobowiązuje – ma być zdrowo i nieprzypadkowo, w myśl zasady wiem, co jem, a to, co jem, pomaga mi utrzymać dobrą kondycję. Dbając o mą tężyznę fizyczną, w Zdolnych postawiłam zdecydowanie na masę, zamawiając placek po węgiersku z grzybami. Talerz, który podstawiono mi pod nos po raz kolejny sprawił, że poważnie zastanowiłam się nad brakiem szans w starciu pomiędzy pojemnością mojego żołądka a furą jedzenia na talerzu. Całość ważyła kilo dwieście (!), co śmiało pozwala Zdolnym stanąć w szranki z wszystkimi lokalami, które włączyły się w akcję „Walczymy z anoreksją”. Tu rzeczywiście anoreksja nie ma szans. Wszystko naprawdę pachniało pysznie, wyglądało świetnie, smakowało obłędnie. Trzeba spróbować samemu. Tyle w temacie.

 

8. Rozgrzewające risotto dyniowe z imbirem i kurczakiem – Da Luigi, Woźna 1

Risotto dyniowe Da Luigi Poznań

Dań z dyni nigdy nie zamawiam w restauracjach z własnej i nieprzymuszonej woli. Nie dlatego, że mam jakąś szczególną awersję do tego warzywa. Po prostu smak dyni z goździkami śni mi się po nocach od czasów dzieciństwa i słowo daję, od lat nastu nie wzięłam jej do ust, polegając na mych dawnych dziecięcych antypatiach. W Da Luigi spróbowałam risotta dyniowego zachęcona jego opisem i – uwaga – odczarowałam dynię! Rozgrzewające risotto z dynią, imbirem i kurczakiem, doprawione żółtą kurkumą smakowało naprawdę nieźle – delikatnie, a zarazem wyraziście. Na danie czekałam kilkanaście minut, czyli dokładnie tyle, ile powinno się czekać na dobre risotto. Porcja w zupełności wystarczająca do tego, aby się najeść. Talerz pełen jesiennego słońca – chętnie wróciłabym po jeszcze.

 

9. Czarne spaghetti z królewskimi krewetkami, kurkami, młodym szpinakiem na białym winie na ostro – Da Luigi, Woźna 1

Czarne spaghetti z królewskimi krewetkami

W tym daniu najbardziej zaintrygował mnie czarny makaron, barwiony sepią z mątwy, czyli atramentem – czarnym jak węgiel proszkiem lub płynem o słono-słodkim, lekko rybnym smaku. Rzeczywiście, smakował inaczej niż tradycyjny makaron, tym bardziej, że do przygotowania dania użyto produktu sprowadzonego prosto z Włoch. Podano go razem z młodym szpinakiem, kurkami oraz krewetkami królewskimi. Całość smakowała naprawdę dobrze, choć jedzenie krewetek w moim przypadku zawsze wiąże się z przełamywaniem własnych zahamowań. Miłośniczką owoców morza zdecydowanie nie jestem, ale w tym przypadku dałabym się namówić na jeszcze jedną porcję. Pewnie to zasługa odpowiedniego doprawienia dania przyprawami i serca, jakie wkłada w to przygotowanie kuchnia. W Da Luigi można również spróbować czarnej pizzy, co nie omieszkałam odnotować w mej pamięci. Chyba powoli staję się miłośniczką kulinarnych czarnych charakterów 🙂

 

10. Szarlotka na ciepło – Cafe Gołębnik, Wielka 21.

Szarlotka na ciepło Gołębnik

Szarlotek zjadłam już w swoim życiu sporo – na ciepło, na zimno, z musem jabłkowym, z wielkimi kawałkami owoców, z cynamonem i bez, wymieniać można naprawdę długo. Jabłka to w końcu najpowszechniejszy polski owoc, dostępny o każdej porze roku. W gąszczu jabłeczników trudno znaleźć taki, który byłby pyszny w swej prostocie, nieprzekombinowany, tradycyjny, po prostu taki, jak u mamy. Szarlotka, jaką postawiono przede mną na stole w Cafe Gołębnik, miała być tradycyjną, a przez to, jak podkreśla właścicielka lokalu, coraz rzadziej spotykaną wersją placka jabłkowego. Przygotowywana z tego samego przepisu od siedemnastu lat, zmienia jedynie sezonowo swój smak – w zależności od rodzaju użytych do wypieku jabłek. Podana z lodami i owocami tworzy kompozycję, której trudno się oprzeć – sprawdziłam, wiem, co piszę, warto spróbować.

 

Podobało Ci się? Pozostańmy w kontakcie!


«

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *